Zaginiony bez śladu (Wakefield) | ★★★

wakefield1„Zaginiony bez śladu” każe nam sobie zadać pytanie widniejące na okładce polskiego wydania DVD: „Jak wyglądałoby twoje życie bez ciebie?” To niby dość przerażająca wizja, ale… czy naprawdę odmówilibyśmy gdyby pojawiła się szansa sprawdzenia jak sprawnie kręci się świat bez nas? Zwłaszcza gdybyśmy mogli w każdym dowolnym momencie do tego świata powrócić?

Tej pokusie nie potrafi się oprzeć Howard Wakefield (Bryan Cranston), kiedy wracając pewnego wieczoru z pracy, postanawia uniknąć obowiązkowej kłótni z żoną (Jennifer Garner) – bo jest okropnie spóźniony na kolację (nie ze swojej winy, ale czy dla żon ma to znaczenie?) – ukrywając się na strychu-graciarni nad garażem stojącym naprzeciwko jego imponującego rodzinnego domostwa. Niby ukrywa się tam tylko na jedną noc, licząc, że następnego dnia żona przyjmie go przyjaźniej, ale… podglądanie bliskich przez okno na strychu tak mu się spodoba, że w miarę mijającego czasu coraz trudniej będzie mu z tego zrezygnować. Spodoba mu się też zresztą całkowite odłączenie od stresujących obowiązków związanych z pracą i po pewnym czasie największym dylematem Howarda okaże się „wracać do starego życia czy nie wracać?”

Świetny wyjściowy pomysł filmu został zaczerpnięty z opowiadania E.L. Doctorowa (które z kolei wykazuje podobieństwo do słynnego opowiadania Hermana Melville’a pt. „Kopista Bartleby”, gdzie tytułowy bohater, także pozornie bez powodu, odmawia w pewnym momencie wykonywania swojej pracy) i stanowi intrygujące otwarcie filmu, szybko wciągając nas w świat wykreowany przez reżyser Robin Swicord oraz praktycznie nie znikającego z ekranu Bryana Cranstona. Ostatecznie jednak „Zaginiony bez śladu” okazuje się kolejnym filmem Bryana Cranstona, który warto zobaczyć głównie dla samego Bryana Cranstona; aktor wciela się w główną postać z pełnym poświęceniem i przechodzi w ciągu tych 100 minut imponującą metamorfozę, ale obrazowi brakuje ostatecznie mocnej filmowej puenty i zamiast poczucia satysfakcji czy zaskoczenia wjazd napisów końcowych powoduje raczej uczucie niespełnionej szansy.

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *