Tylko nie mów nikomu | ★★★½

tnn„To na pewno nie jest film przeciwko wierze czy przeciwko Bogu. To jest film, w którym pokazuję historię prawdziwych ludzi, którzy mają imiona i nazwiska, ludzi, którzy zostali strasznie skrzywdzeni i którzy nie otrzymali żadnego wsparcia czy pomocy ze strony instytucji, która (…) powinna czynić dobro” – mówił Tomasz Sekielski o swoim dokumencie „Tylko nie mów nikomu” na krótko przed jego premierą. I tak jest w rzeczywistości. Jego filmu to nie pełen jadu i zaciekłości atak na ludzi Kościoła; to nie przystawianie do nich krzywego zwierciadła jak to miało w przypadku „Kleru” Wojciecha Smarzowskiego; to zapis bólu i niemocy tych, którym księża-zboczeńcy zniszczyli życie.

„Tylko nie mów nikomu” poraża najbardziej w scenach konfrontacji ofiar z prześladowcami. Prześladowcami, którzy są już – w przypadkach pokazanych u Siekielskiego – u kresu życia, ledwie powłóczą nogami i z trudnością formują zdania… ale kiedy już coś mówią, wcale nie zaprzeczają, że dopuścili się molestowania; ewentualnie próbują zrzucić część winy na ofiarę (w stylu „Przecież też się dobrze bawiłeś, prawda?”), albo „zadośćuczynić” finansowo poszkodowanej osobie. Podczas gdy ta, rejestrując wszystko ukrytą kamerą, ledwie panuje nad emocjami i z trudem przychodzi jej nawet zwracanie się do oprawcy „proszę księdza” – czemu oczywiście trudno się dziwić. Kiedy po tego typu obrazkach widzimy obrońców księży-pedofili – w tym Lecha Wałęsę – bezmyślnie za nich ręczących „bo przecież długo ich znają”, to zaczynamy zdawać sobie sprawę jak trudno będzie ten problem wykorzenić. Nawet po premierze tego filmu.

Choć mam szczerą nadzieję, że dokument Sekielskiego znacznie przyspieszy ten proces – w końcu już w parę godzin po jego premierze pojawiły się ze strony ludzi Kościoła pierwsze przeprosiny i obietnice uważnego przyjrzenia się wszystkim ukazanym w filmie sprawom. Oby faktycznie tak się stało. I oby jak najwięcej ludzi związanych z Kościołem obejrzało ten dokument – bo choć jako oceniany jako dzieło filmowe na pewno nie jest on doskonały (przechodząc od poruszających jednostkowych przypadków do ogólniejszych, choć uzasadnionych, oskarżeń względem Stolicy Apostolskiej i jej głów, z Janem Pawłem II włącznie, częściowo traci impet), to z przerażającą prawdą, jaka została w nim ukazana po prostu trzeba się zmierzyć.

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *