Tomb Raider | ★★½

bodyguard zAngelina Jolie była Larą Croft idealną: ponętnie kobiecą, ale nie na tyle zwiewną, by nie lękali się jej przeróżni postawni dranie; szkoda, że dwa nakręcone z nią filmy nie dorównywały granej przez Jolie postaci. Tymczasem śliczna, ale wyraźnie chuderlawa Alicia Vikander raczej w nikim nie wzbudzi trwogi i nie do końca przekonuje jako przemierzająca świat supertwardzielka – a mimo to, to właśnie jej „Tomb Raider” okazuje się najlepszą jak dotąd adaptacją gry of Larze Croft.

Nie żeby sam film był idealny: bo wciąż mamy do czynienia z szybkim, nie dbającym o realizm akcyjniakiem, który co chwilę przerzuca nas w nową „lokację” (ach, jak ja nie cierpię tego słowa!), nie wywołując przy tym jakichś głębszych emocji – ale tym razem jest przynajmniej nieco „brudniej” niż w poprzednich filmach cyklu, a jedna z zaprezentowanych tu scen akcji (ta, w której Larę najpierw porywa rwąca rzeka, a później pozorne schronienie oferuje jej rozpadający się wrak samolotu) to najprawdziwszy majstersztyk, w perfekcyjny sposób łączący efekty specjalne ze staromodnymi makietami i wywołujący autentyczny dreszcz niepokoju o losy bohaterki. Szkoda, że nie pojawia się tu coś takiego częściej i w ogólnym rozrachunku opowieść o młodej Larze – dopiero co odkrywającej, że płynie w niej krew łowcy przygód i zmuszonej ruszyć w nieznane śladem zaginionego ojca – nie przynosi zbyt wielu zaskoczeń, ani pod względem technicznym, ani fabularnym. Co prawda seans się nie dłuży, bo przecież zawsze miło popatrzyć na umorusaną Vikander i egzotyczne pejzaże, ale obsada – a poza Vikander występują tu też świetni Dominic West i Walton Goggins – oraz osoba reżysera, Norwega Roara Uthauga, twórcy m.in. głośnej katastroficznej „Fali”, obiecywali dużo, dużo więcej.

Dodatki na płycie Blu-ray | ★★★

Blisko pół godziny materiałów zza kulis „Tomb Raidera” – czyli jak na dzisiejsze standardy całkiem nieźle… ale materiał zmontowano strasznie chaotycznie, a wywiady z niektórymi aktorami w kuriozalny sposób pocięto (np. Dominic West wypowiada o swoim udziale w filmie około półtora zdania i ni stąd ni zowąd na zawsze znika z ekranu). Najciekawszym z rozdziałów okazuje się 10-minutowy „Lara Croft: Evolution of an Icon”, który pozwala nam prześledzić metamorfozę pikselowej bohaterki na przestrzeni lat i próbuje usprawiedliwić bardziej wiotki wizerunek Lary Croft w nowym filmie (jako odwołujący się nie do pierwotnego, biuściastego oblicza bohaterki, ale do tego, które zaprezentowano we wznowieniu gry z 2013 r.). Dobrze się też ogląda „Breaking Down the Rapids”, w którym twórcy zdradzają sekrety nakręcenia najlepszej sceny filmu (wspominam o niej powyżej), ale uwaga: jeśli lubicie w 100% poddawać się magii kina, lepiej zapoznać się z nimi dopiero po seansie.

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *