Tom Shone – Woody Allen. Portret mistrza | ★★★★★

woody allen portret mistrza reviewJeśli mielibyście w tym roku kupić tylko jedną książkę o kinie, spokojnie może to być właśnie „Woody Allen. Portret mistrza”. To dzieło nie tylko wypieszczone graficznie, ale też w szalenie interesujący sposób prezentujące całą dotychczasową karierę słynnego reżysera.

Z premedytacją nie nazywam tego tytułu „albumem” ponieważ tego typu wydawnictwa traktujące o wielkich twórcach filmowych nie kojarzą mi się najlepiej, zazwyczaj sprowadzając dorobek takiego czy innego artysty do zbioru ładniutkich fotek, do których dopisano krótkie, niezobowiązujące komentarze. W przypadku książki Toma Shone’a jest na szczęście zupełnie inaczej: mimo albumowego wydania zawierającego mnóstwo znakomitych zdjęć z różnych okresów twórczości Woody’ego Allena, tekst nie jest tu bynajmniej traktowany jako „zło konieczne”, ale stanowi idealne dopełnienie całości. Autor opowiada o życiu i twórczości reżysera w sposób zabawny i luźny, nie żałując nam barwnych anegdot i rozbrajających powiedzonek Allena, ale kiedy trzeba, potrafi też spojrzeć na jego dorobek krytycznie i – zwłaszcza pisząc o najnowszych filmach – nie waha się używać ostrych słów, a to zarzucając swojemu bohaterowi odgrzebywanie zleżałych pomysłów, które nie bardzo pasują do współczesnego świata („Co nas kręci, co nas podnieca”), a to nieumiejętność odpowiedniego poprowadzenia niektórych aktorów (np. „Poznasz przystojnego bruneta”, gdzie podobała mu się w zasadzie tylko rola Anthony’ego Hopkinsa) czy wysilanie się na sztuczny artyzm („Wrzesień”, „Wnętrza”). Do tego udaje się Shone’owi obalić niejeden mit dotyczący pracy Allena – np. to, że niby nigdy nie pozwala ingerować w swoje filmy wytwórni (jak się dowiadujemy, wyłącznie decydentom z Sony zawdzięczamy „przyjazny widzowi” tytuł „Zakochani w Rzymie”, czyli w oryginale „To Rome with Love”), albo to, że nigdy nie mówi aktorom czy mu się podoba ich gra oraz kręci minimalną liczbę dubli (o swoich dramatycznych przejściach na planie „Blue Jasmine” opowiada tu Cate Blanchett).

Pełna recenzja TUTAJ

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *