Thomas Zwijsen – Divide & Unite | ★★★★

divide and unite recenzjaThomas Zwijsen zasłynął dzięki wirtuozerskim interpretacjom utworów Iron Maiden na gitarę akustyczną (bardzo udane płyty „Nylon Maiden” i „Nylon Maiden II” sprzed paru lat), a teraz wreszcie proponuje nam pierwszy w pełni autorski album.

Zaczyna się trochę mało spektakularnie – bo ani zwiewny, króciutki wstęp zatytułowany „Divide”, ani następujący po nim, niby-egipski „Ramses the Great” nie porażają chwytliwością – ale od ścieżki numer 3 dzieją się cuda. „Fireflies”, „Tango on the Edge of the World” oraz „Skyway” imponują już nie tylko techniczną biegłością gitarzysty, ale również wspaniałymi melodiami i umiejętnie budowaną dramaturgią: w „Fireflies” spokojny początek to tylko zręczna zmyłka, bo kiedy w drugiej minucie gitarzysta wycina wreszcie ognisty główny motyw, na myśl od razu przychodzą najlepsze riffy jego mistrzów z Maiden, „Tango…” porywa pełnymi żaru argentyńskimi rytmami (choć niezupełnie jest to prawdziwe tango), a „Skyway” zachwyca mistrzowsko dawkowanym suspensem, ilustrując podniebną podróż w nieznane (Zwijsen nigdy nie ukrywał, że latanie samolotem trochę go przeraża – i tu, zwłaszcza w końcówce, świetnie to słychać). Spośród pozostałych kompozycji równie duże wrażenie robią jeszcze: oparta na skocznym, wpadającym w ucho temacie „Siren on the Rocks”, pełna hiszpańskiego żaru „Cataluna” ze świetnymi solowymi partiami skrzypiec w wykonaniu Anne Bakker i finałowa, trwająca blisko 9 minut „Unite”, gdzie słyszymy z kolei gitarową solówkę w stylu flamenco zagraną przez cenionego muzyka Bena Woodsa oraz ciepły śpiew Brazylijki Ingrid Pontes, prywatnie partnerki Zwijsena.

A jeśli ktoś pokochał gitarzystę za fantazyjne covery, powinien koniecznie zaopatrzyć się w limitowane wydanie „Divide & Unite” z dołączoną EP-ką „Treasure Island”, na której gitarzysta zamieścił swoje wersje „Speed of Light” Iron Maiden, „Don’t Stop Me Now” Queen, „Ram It Down” Judas Priest, „Rock And Roll All Nite” Kiss oraz sympatyczną miniaturkę-niespodziankę. W sumie – otrzymujemy kawał naprawdę imponującego akustycznego grania. I czekamy na więcej.

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *