The Ridiculous 6 | ★★

the ridiculous 6 recenzjaNie możecie się doczekać „Nienawistnej ósemki” i chcecie zobaczyć jak westernowe klimaty ogrywa Adam Sandler w „Żałosnej szóstce” (czy jak to tam w Polsce zatytułują)? Może lepiej sobie odpuśćcie…

No, chyba, że należycie do najzacieklejszych wielbicieli Sandlera, których kładzie na ziemię praktycznie wszystko, co amerykański komik nakręci. W takim wypadku uznacie pewnie „The Ridiculous 6” za rzecz równie dobrą jak „Jack i Jill” albo „Duże dzieci”. Kto jednak nie kocha Sandlera miłością totalną, ten pewnie uzna jego najnowsze dzieło za stratę czasu – bo czymże jest garść autentycznie zabawnych scenek w komedii, która trwa blisko dwie godziny i lubuje się głównie w żenującym, niesmacznym humorze?

Nawet z najlepszych aktorów, takich jak Nick Nolte czy Harvey Keitel nikt tu niczego ciekawego nie wyciska, a zamiast przemyślanej fabuły dostajemy tak naprawdę luźny zbiór skeczy powiązanych pretekstową historią (bohater Sandlera musi zdobyć 50 tysięcy dolarów, aby uratować życie swemu ojcu i zbiera w tym celu tytułową „żałosną szóstkę”, w skład której oprócz niego samego wchodzi jeszcze pięciu przybranych braci – każdy z innej matki i jeden głupszy od drugiego). Efekt jest taki, że aktorsko z całej zasłużonej ekipy najlepiej wypada nieopierzony Taylor Lautner (dla niezorientowanych: ładnie umięśniony wilkołak z trylogii „Zmierzch”) grający wiecznie uśmiechniętego preriowego głupka i sprawiający wrażenie, jakby nie musiał się specjalnie dla tej kreacji wysilać, a z niby-westernowej opowieści o ojcu porwanym przez zbirów i jego sześciu synach z bardzo różnych matek zapamiętujemy głównie miotającego gównem osła i scenę, w której Steve Zahn z mozołem wydłubuje sobie oko. Jeśli taki układ Wam odpowiada – kupujcie popcorn i oglądajcie.

Pełna recenzja TUTAJ

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *