The Place | ★★★½

the placeNie wiem czy wiecie, ale jest w Rzymie taki lokal, do którego wystarczy przyjść, usiąść przy właściwym stoliku, wypowiedzieć swoje najskrytsze życzenie – a potem trzeba już tylko czekać aż się ono spełni. Choć nie, to by było jednak za łatwe, jest inaczej: aby życzenie się spełniło, najpierw trzeba samemu spełnić życzenie ponurego mężczyzny, który będzie siedział przy tym samym stoliku, co my. I zwykle będzie to życzenie kuriozalne, niemoralne, albo wręcz chore: pobij kogoś, zgwałć, zabij. No ale jeśli bardzo zależy nam na spełnieniu naszych własnych marzeń…

Następca przebojowego dramatu komediowego „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie” włoskiego reżysera Paola Genovese to podróż w klimaty znacznie mroczniejsze niż poprzednim filmie, do tego zaprawione szczyptą magii. Być może „The Place” nie przekona do siebie wszystkich wielbicieli poprzedniego dzieła reżysera, ale z pewnością też jest to kino mądre, wciągające i zaskakujące. W roli głównej powraca tu znany z „Dobrze się kłamie…” Valerio Mastandrea, ale tym razem jego występ jest mniej imponujący, rozegrany w zasadzie na jednej nucie „zmęczonego życiem Boga” (czy może raczej diabła?); na szczęście widowisko urozmaicają najprzeróżniejsi goście (m.in. Alessandro Borghi, Alba Rohrwacher, Vittoria Puccini, Marco Giallini, Silvia D’Amico), których sprowadzają do wizyty w lokalu najprzeróżniejsze przyczyny: chęć uratowania kogoś bliskiego, pociąg seksualny czy potrzeba odnalezienia Boga. No i – przede wszystkim! – jest tu także wspaniała Sabrina Ferilli (znana z „Wielkiego piękna” czy „La bella vita”) występująca jako troskliwa kelnerka Angela, która w końcu zainteresuje się smutnym mężczyzną wysiadującym dzień w dzień przy tym samym stoliku i wytrwale bazgrzącym coś w swoim wielkim notatniku.

I choć w pewnym momencie film Genovese popada w lekką monotonię (powstał on na bazie amerykańskiego serialu, który przedstawiał kolejne postaci w krótkich odcinkach; trudno przekuć tę formułę na film pełnometrażowy), to sprytnie rozegrany finał wynosi go na wyższy poziom, pozostawiając nas z uczuciem satysfakcji i podobnej epifanii, jaką odczuwało się po seansie wcześniejszego dzieła reżysera.

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *