Szybcy i wściekli 8 (The Fate of the Furious) | ★★★

prwlWięcej, mocniej i… jednak trochę mniej przekonująco niż w poprzednich dwóch częściach „Szybkich i wściekłych”, które w znakomity sposób balansowały między twardą, męską sensacją w starym stylu, a pełną nieprawdopodobieństw ściganiną zjednującą sobie serca młodzieży.

Kciuk w górę za zwerbowanie do serii kolejnego utalentowanego reżysera (F. Gary’ego Graya, twórcy „Negocjatora”, „Odwetu”, „Straight Outta Compton” i – przede wszystkim! – świetnego remake’u „Włoskiej roboty”), szkoda tylko, że kazano mu niemal całkowicie podporządkować film popisowym scenom akcji. Co prawda w pierwszych zwiastunach podkreślano przede wszystkim zastosowany tu fabularny twist – Dom (Vin Diesel) po raz pierwszy odwraca się muskularnymi plerami do tak dotąd przez siebie cenionej Rodziny z przeuroczą Letty (Michelle Rodriguez) na czele, po to by zakosztować smakowitych ust ponętnej blond-nieznajomej (Charlize Theron) – ale nie jest on niestety ani tak kontrowersyjny, ani tak inteligentnie rozegrany, jak można by się spodziewać; tu liczą się przede wszystkim auta, czołgi i wielka rosyjska łódź podwodna – aktorzy stoją tym razem trochę za głęboko w cieniu popisów kaskaderskich, a grane przez nich postaci robią się coraz mniej wiarygodne. Ale czy ogląda się źle? Bynajmniej! Mimo uczucia przesytu pościgami, a niedoboru dobrych dialogów, „Szybcy i wściekli 8” to wciąż porządne kino akcji, które na ponad dwie godziny organizuje nam życie.

Dodatki na płycie Blu-ray | ★★★★

Słuchając komentarza reżysera F. Gary’ego Graya można na moment uwierzyć, że ósma odsłona „Szybkich i wściekłych” to dzieło absolutnie genialne: nakręcone w najwspanialszych okolicznościach przyrody, z wymarzonymi aktorami, a do tego przemyślane w najmniejszych detalach. I nawet jeśli to nie do końca prawda, to rozentuzjazmowanego Graya słucha się świetnie, a przecież poza samym komentarzem mamy tu jeszcze m.in. materiały na temat pokazywanych w filmie aut, tworzenia scen kaskaderskich i kręcenia na Kubie. Solidny zestaw, którego na pewno nie przygotowano zgodnie z zasadą „fani łykną byle co”.

Udostępnij