Stephen King – Outsider | ★★★

outsider smallNowa powieść Stephena Kinga, jak zwykle wyczekiwana przez wielomilionowe zastępy fanów na całym świecie, w zasadzie nie wnosi do twórczości Mistrza Horroru nic nowego – ale czyta się ją świetnie. No, w każdym razie czyta się ją świetnie aż do rozczarowującego finału.

Tak już zresztą ostatnio u Kinga jest: potrafi wpaść na świetny pomysł wyjściowy, przez setki stron pięknie prowadzi fabułę i bohaterów, a pod koniec nagle zaczyna się rozczulać albo wydziwiać z coraz to bardziej fantastycznymi rozwiązaniami – i rzecz w gwałtowny sposób zdycha. Tak było ostatnio ze „Śpiącymi królewnami” oraz dwoma ostatnimi tomami „Pana Mercedesa”, tak jest też w przypadku „Outsidera”. Ale szczerze mówiąc nie przypominam sobie kiedy ostatnio równie szybko przeczytałem podobnej grubości powieść – bo „Outsiderowi” na pewno nie można odmówić mocy wciągania.

Tak jak w kryminałach często w „Outsiderze” przywoływanej Agathy Christie, mamy tu intrygującą, pozornie nierozwiązywalną zbrodnię (w brutalny sposób zostaje zamordowany młody chłopiec, a mężczyzna, który zostawia na ciele ofiary odciski palców i ślady DNA, ma na czas zbrodni niepodważalne alibi) oraz grupę bohaterów, którzy albo będą próbowali tę zagadkę rozwikłać, albo też będą z różnych powodów utrudniać prowadzenie śledztwa. I takie zawiązanie akcji wychodzi Kingowi nadzwyczaj dobrze, bo kto jak kto, ale akurat on na pewno potrafić kreślić intrygujące postaci i przekonywać czytelnika do ich racji, a do tego potrafi jeszcze wyciągnąć zza pazuchy kilka iście bachmanowskich zwrotów akcji, które skutecznie szokują i wbijają nas w fotel, ale też dowodzą, że King nie stracił jeszcze tej swojej pisarskiej iskry z lat młodzieńczych i jak się postara, to wciąż potrafi solidnie dać nam w kość.

A że pod koniec książki już mu się trochę nie chce i leci na autopilocie, do tego z każdą stroną coraz bardziej się roztkliwiając? Cóż, jego prawo, nasza strata. Gdyby na ostatnich stronach „Outsidera” King nie bał się bardziej poszaleć, mogłaby mu wyjść kolejna mocna powieść ze znakiem jakości Richarda Bachmana. A tak mamy po prostu jeszcze jednego niezłego współczesnego Kinga z kilkoma świetnymi momentami i nędzną końcówką.

Ale mówię Wam: przez wiele, wiele stron czyta się to świetnie!

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *