Riverside – Love, Fear and the Time Machine | ★★★★

riverside love fear and the time machine recenzjaNajnowszy krążek Riverside to w pewnym sensie kompromis pomiędzy tym, co grupa zaproponowała na dość rewolucyjnym poprzednim albumie, „Shrine of New Generation Slaves”, a tym, z czego zasłynęła na samym początku kariery. Znów jest więc raczej rockowo niż metalowo, ale tym razem nie znajdziecie tu żwawych piosenek w rodzaju kontrowersyjnego „Celebrity Touch” (z „SoNGS”) tylko smutek, tęsknotę i zadumę – a więc elementy charakterystyczne dla stylu Riverside z pierwszych czterech płyt.

Krótko mówiąc: jeśli nie pasowała Wam wolta stylistyczna, jaką muzycy wykonali dwa lata temu, nowa płyta powinna nieco uspokoić Wasze nerwy bo to jednak bardziej „typowy” album Riverside, ale jeśli pokochaliście „Shrine of the New Generation Slaves” za energię i różnorodność materiału, na „Love, Fear and the Time Machine” może Wam tych elementów brakować. Co nie zmienia faktu, że jest to krążek znakomicie przemyślany i od początku do końca wciągający. Nie brak tu też chwytliwych melodii – jak w „#Addicted”, „Discard Your Fear” czy w spinających nowe kompozycje zgrabną klamrą „Lost (Why Should I Be Frightened By A Hat?” i „Found (The Unexpected Flaw of Searching)” – tyle, że tym razem nie rozbijają one materiału na „kawałki do radia” i „pozostałe”, ale wpasowują się w niezwykle spójną całość. Mimo tego, że zespół odszedł w tym wypadku od epickich progresywnych form, jakim niegdyś hołdował (najdłuższy utwór trwa tym razem „zaledwie” 8 minut), wciąż trudno mówić o „Love, Fear and the Time Machine” jako o „zbiorze piosenek” – w moim odczuciu to raczej jeden gigantyczny utwór nabierający po drodze różnych kształtów i co jakiś czas wybuchający innym, znakomitym refrenem. I tak – należy to odbierać jako komplement.

Pełna recenzja TUTAJ

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *