Piła: Dziedzictwo (Jigsaw) | ★★

pila-dziedzictwo1Nowa „Piła”, czyli wiadomo: seria sadystycznych scen tortur i mordów sklejonych idiotyczną fabułą. Kto się na taki zestaw nastawia, ten powinien być zadowolony. Nikt więcej.

Sam co prawda za ostatnimi częściami „Piły” nie przepadam, ale reżyserom „Dziedzictwa” udało się mnie trochę nabrać: przed premierą swojego nowego dzieła opowiadali, że nie interesuje ich babranie się we krwi i flakach, a raczej pokazanie intrygującej zagadki kryminalnej; obiecywali, że będą chcieli się skupić na ciekawie poprowadzonym policyjnym śledztwie i zaskakujących zwrotach akcji. Uwierzyłem chłopakom, bo poprzednimi filmami – m.in. energetycznym „Daybreakersom” i ostro zakręconemu „Przeznaczeniu” – dowiedli, że nie celują w widza z jednocyfrowym IQ; niestety – kłamali. Jedynym elementem, który w nowej „Pile” nie zawodzi są krwawe efekty specjalne – faktycznie obrzydliwe i na swój ohydny sposób natchnione (koleś z połową łba, koleś pocięty na strzępy, czy koleś otwierający się niczym krwawiący kwiat po potraktowaniu laserem: sami wybierzcie swojego ulubieńca). Wszystko inne rozczarowuje: bohaterowie, intryga kryminalna, a nawet nowe pułapki, to nędza łamana przez banał i wyświecht. Nie bardzo jest tu komu kibicować, bo wkurzający są i policjanci, i ofiary, w związku z czym o wielkim napięciu nie może być mowy, a w kwestii pułapek w trzech pierwszych częściach cyklu powiedziano już wszystko. Niektórzy będą pewnie próbowali bronić finałowych rewelacji z „Dziedzictwa”, ale mnie one też nieszczególnie przekonały: dobry finał „Piły” musi być mocny i zwięzły, jak w jedynce czy dwójce, a tutaj mamy faceta w długi, zawiły i kompletnie nieprzekonujący sposób wyjaśniającego kto i dlaczego zabijał.

Naprawdę: ten film ogląda się WYŁĄCZNIE dla juchy.

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *