Perzonal War – The Last Sunset | ★★★★

the last sunsetNa swoim szóstym albumie (jeśli liczyć tylko te, które zostały nagrane pod obecną nazwą, bo wcześniej muzycy nagrywali też jako „Personal War”) czterej niemieccy twardziele robią to, co potrafią najlepiej – po raz kolejny ożywiają stary, dobry thrash metal, udowadniając, że to gatunek, w którym wciąż tkwi niesamowity potencjał.

Zanim gatunkowi puryści oburzą się na mnie, że ta płyta „to nie thrash metal”, uprzejmie wyjaśniam: nie, faktycznie nie jest to CZYSTY thrash metal w stylu „Kill’em All” Metalliki czy innych wczesnych dokonań takich thrash-mistrzów jak Testament albo Exodus. Znajdziemy tu i dziarskie, heavymetalowe refreny, i momenty czysto speedmetalowej nerwówki, i powermetalową pompatyczność, i nawet odrobinę nowoczesnego metalu (jak w brzmiącym znacznie bardziej syntetycznie niż reszta materiału „What Would You Say?”). No ale przepraszam bardzo – czy to naprawdę coś złego? Dzięki tego rodzaju smaczkom i naleciałościom „The Last Sunset” ani przez moment nie nudzi, a podczas pierwszego przesłuchania ładnie trzyma w napięciu – bo cały czas zastanawiamy się co jeszcze chłopaki wymyślą i czy aby nie przegną.

Na szczęście – nie przeginają. Zaczyna się absolutnie przepięknie – od konkretnego, ale i diabelnie melodyjnego „Salvation” – a w każdym z kolejnych utworów muzycy dbają o to żeby nie tylko nadawać swoim kompozycjom dziarski, zachęcający do wywijania czaszką rytm (jak np. w „Speed of Time” czy „Times of Hate”), ale też przyprawić je odpowiednio chwytliwymi refrenami. Zapewniam Was: to nie jest jedna z tych płyt, które niby to przesłuchujecie z przyjemnością, a potem okazuje się, że żadna z zaproponowanych na niej melodii nie tłucze Wam się po głowie. Tu odwrotnie: co numer, to łatwo zapamiętywalny hit. Czasem może bywa nawet zbyt ładniutko (nie wszyscy thrashmetalowcy zniosą wyśpiewane czułym głosem refreny wspomnianego już „What Would You Say?” – choć ja tam uwielbiam ten utwór), czasem znów dość wyraźnie czuć takie czy inne inspiracje muzyków (maidenowskie „o-o-o” w „Never Look Back”, melodie rodem z Rage w „Metalizer”, echa Annihilator w zwrotce „I See Nothing”, czy duch dawnej Metalliki unoszący się nad kilkoma innymi kawałkami), ale powtórzę to, co w takich sytuacjach powtarzam zawsze: umiarkowane eksperymenty zawsze powinny być mile widziane, a inspiracja twórczością najlepszych też przecież nie jest niczym złym – pod warunkiem, że zostaje wykorzystana w odpowiednio twórczy sposób, tak jak tu.

Szkoda, że przy tak dopracowanych kompozycjach, nie zawsze zadbano o dopracowanie angielskich tekstów – wyraźnie napisanych przez Niemców „na wyczucie” i nie pozbawionych drobnych błędów, uproszczeń czy niejasności. Tym bardziej, że zdarzają się tu też fragmenty bardzo udane, w przejmujący sposób wykorzystujące tematykę post-apokaliptyczną – zwłaszcza w wolnym i ponurym numerze „When Faith Has Gone Forever”, od którego wersów osobiście długo nie mogłem się po pierwszych paru przesłuchaniach opędzić.

Pełna recenzja TUTAJ

 

 

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *