Pasażer (The Commuter) | ★★★

pasazer1Najnowszy film Jaume Collet-Serry – specjalisty od twardzielskich „ekszonerów” z Liamem Neesonem – jest jak klasyczny Hitchcock potraktowany elektrowstrząsami.

Powiem szczerze: uwielbiam Serrę. Może nie robi filmów perfekcyjnych pod każdym względem, może nie ma ambicji zostania wizjonerem sztuki filmowej, ale kino gatunkowe czuje znakomicie. Udowodnił to i w swoich horrorach („Domu woskowych ciał”, „Sierocie” i „183 metrach strachu”), i we wszystkich wcześniejszych sensacyjniakach z Neesonem („Tożsamości”, „Non Stop” i „Nocnym pościgu”), udowadnia to też w „Pasażerze”. To mało wiarygodna opowiastka o poczciwym eks-gliniarzu, który po fatalnym dniu w pracy (był sprzedawcą ubezpieczeń i właśnie go wylano) wsiada do pociągu i zostaje wplątany w szaloną aferę, która może mu przynieść wielkie pieniądze, ale może również kosztować życie niewinnego człowieka. Liczy się jednak sposób w jaki Serra tę opowiastkę przedstawia na ekranie! Liczy się adrenalina wpompowana w sceny bijatyk; liczy się znakomicie odmierzone tempo filmu; liczy się uwodzicielskie spojrzenie Very Farmigi próbującej zawrzeć z Neesonem diabelski pakt; liczy się pot zmieszany z brudem na twarzy Neesona i krew na jego niewybielonych zębach!

Tak, ten film po prostu DZIAŁA. Jest niedoskonały – bo luki w scenariuszu, bo łatwo się domyślić kto zły, bo efekty specjalne nie zawsze takie jak trzeba – ale DZIAŁA i już! Po seansie pomyślałem sobie, że chyba żaden krytyk filmowy o zdrowych zmysłach nie odważy się „Pasażera” pochwalić – to przecież takie strasznie niepoważne kino, dużo łatwiej chwalić te wszystkie supermądre, przekolorowane kreskówki z Pixara – i wtedy polubiłem go jeszcze bardziej.

Udostępnij

4 thoughts on “Pasażer (The Commuter) | ★★★

    • Też tak uważam – i dlatego moim zdaniem Collet-Serra opanował sztukę tworzenia kina gatunkowego jak mało który współczesny reżyser. „Pasażer” może sobie zgarniać średnie recenzje, a ja i tak chętnie będę do niego wracał.

  1. Nawet sam ten motyw pociągu – niby znany i ograny od zarania dziejów kinowych, a jednak Collet-Serra robi to dobrze, gość zna swój fach po prostu.

    • Dokładnie, podobnie jak wcześniej było z rekinem czy „dzieckiem z piekła rodem” – niby ograne tematy, a Collet-Serra rozegrał je po swojemu, nigdy nie wystarczało mu tylko powielanie klisz.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *