Noc Walpurgi | ★★★½

nocwalpurgi00Rzadkość: polski film, w którym mamy nie tylko ładne zdjęcia, ale też samych dobrych aktorów, zrozumiałe dialogi i do tego sensowny scenariusz. Choć jednak pełnometrażowy debiut Marcina Bortkiewicza sprawi zaskoczonemu widzowi-patriocie ogromną satysfakcję, to… po prostu momentami czuć, że to debiut.

Świetny jest tutaj zwłaszcza sam początek: przystojny, blondwłosy młodzian imieniem Robert (Philippe Tłokiński) pragnie przeprowadzić wywiad z humorzastą diwą operową, Norą Sedler (Małgorzata Zajączkowska). Zanim uda mu się dostać do jej garderoby, będzie musiał uzbroić się w cierpliwość, korzystając z pomocy najwolniejszego portiera na świecie (Mieczysław Gajda) i stanie się świadkiem mało eleganckiego wylania z pracy dotychczasowej garderobianej artystki (Monika Mariotti). To ostatnie wydarzenie jest oczywiście dla Roberta prawdziwym darem niebios – bo teraz Madame Sedler pozwoli mu nie tylko na przeprowadzenie wywiadu, ale również na rozebranie jej z kostiumu, w którym przed chwilą występowała.

Aż do tego momentu „Noc Walpurgi” jest dziełem absolutnie bezbłędnym: Bortkiewicz perfekcyjnie radzi sobie zarówno ze scenami doprawionymi humorem, jak i z tymi, gdzie zaczyna pojawiać się erotyczne napięcie, dwójka głównych aktorów wypada nadzwyczaj intrygująco ukrywając swoje postacie pod zwodniczymi maskami (Zajączkowska udaje typową kapryśną gwiazdę, a Tłokiński – jej nieśmiałego wielbiciela), natomiast operator Andrzej Wojciechowski przesyca fantastyczne czarno-białe zdjęcia iście bergmanowskim duchem. Wiadomo jednak, że niedopowiedzenia muszą się w końcu rozwiać, maski muszą opaść na ziemię, a fabuła – przybrać poważniejszy ton. Nie na darmo przecież rzecz rozgrywa się w ostatnią kwietniową noc, kojarzoną z obrządkami mającymi na celu odstraszenie zjaw, złych duchów czy też przygotowujących się do sabatu czarownic.

Pełna recenzja TUTAJ

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *