Nad morzem (By the Sea) | ★★½

nad morzem recenzjaTo mógł być wspaniały film – gdyby tylko jakiś bardziej doświadczony reżyser dał Angelinie Jolie kilka dobrych rad. A pierwsza z nich musiałaby brzmieć: „Koniecznie zmień tę nudną główną aktorkę”.

Czyli wiadomo, rzecz niewykonalna – w końcu chyba żaden z hollywoodzkich fachmanów zaprzyjaźnionych z Jolie nie jest aż tak szczery żeby otwarcie krytykować jej aktorskie wysiłki. Tymczasem w „Nad morzem” to właśnie Jolie-aktorka jest tym najsłabszym ogniwem: jej charakterystyczna „poza bogini” jest tu ogrywana w sposób drętwy i karykaturalny, nie czyniąc jej bohaterki ani interesującą, ani seksowną; a co być może jeszcze bardziej przygnębiające –Jolie nie udaje się przemycić na ekran ani odrobiny chemii, jaka, miejmy nadzieję, łączy ją z Bradem Pittem w życiu prywatnym.

A w „Nad morzem” Jolie i Pitt także są małżeństwem z solidnym stażem – tyle, że bezdzietnym i staczającym się w przepaść rutyny, niechęci i niezrozumienia. On jest wypalonym pisarzem, ona byłą tancerką i zdaje się, że żadne z nich nie ma wielkiej nadziei na to, że jeszcze kiedykolwiek odnajdzie w życiu – i związku małżeńskim – dawną pasję. Ale próbują. Jedną z takich prób jest wyjazd na malownicze francuskie wybrzeże, do ogromnego, rzadko odwiedzanego hotelu. Spotkają tu osoby, które w jakimś stopniu stają się projekcją ich samych – za młodu (jak świeżo poślubiona para, którą podglądają przez dziurę w ścianie, grana przez Mélanie Laurent i Melvila Poupauda) i w przyszłości (leciwy francuski barman opłakujący śmierć ukochanej żony, w którego wciela się Niels Arestrup). Tylko czy na pewno egzotyczny wypad będzie w stanie zmienić dobrze już wypalonych małżonków? I jakaż to trauma do tak dramatycznego wypalenia doprowadziła?

Pełna recenzja TUTAJ

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *