Mroczna wieża (The Dark Tower) | ★★

the dark tower 2Fani książek Stephena Kinga spodziewali się ekranizacji na miarę „Władcy pierścieni” Petera Jacksona, a dostają prostacki, doprawiony słabymi efektami specjalnymi film, który z fabułą sagi Kinga ma niewiele wspólnego.

Ciekawe jak King czuł się po pierwszym pokazie „Mrocznej wieży”? Czy poklepał twórców po ramionach i powiedział, że było świetnie? Albo chociaż wykręcił się grzecznościowym „Wiem ile pracy w to włożyliście, dzięki”? Bo ja na jego miejscu byłbym ostro wkurzony: oto potężna, wielotomowa seria fantasy z mnóstwem wspaniałych bohaterów i niesamowitych krain zostaje sprowadzona do mało wciągającej półtoragodzinnej bajeczki, którą chce się jak najszybciej zapomnieć. Niby w planach były jeszcze jakieś kontynuacje, ale jakoś nie wierzę żeby po przyjrzeniu się wynikom kasowym pierwszego filmu ktoś jeszcze odważył się o nich wspomnieć. I to właśnie największa zbrodnia, jakiej dopuścił się reżyser Nikolaj Arcel tworząc tak drętwe dziełko: zamknął drogę na ekran powieściom, które niektórzy uważają za życiowe dzieło Stephena Kinga.

Co prawda sam King podobno od początku duchowo wspierał reżysera i producentów w tworzeniu tego dziwactwa i kiedy chwalili się, że film będzie trochę kontynuacją, trochę wyciągiem z powieści, a trochę zupełnie nową historią, zaznaczali, że pisarz całkowicie poparł ich wizję artystyczną. No tak, tyle, że nie od dziś wiadomo, że akurat filmowego wyczucia Kingowi brakuje – tu zawiodło go po raz kolejny. I to zdecydowanie najdotkliwiej.

Zamiast filmu o pełnej niespodzianek podróży przez tajemnicze krainy pod przewodnictwem dzielnego Rewolwerowca, otrzymujemy tu taką oto historyjkę: nastolatka Jake’a Chambersa (Tom Taylor) od dłuższego czasu dręczą sny o potężnej wieży, niedobrym Człowieku w Czerni, dzielnym rewolwerowcu i potworach w ludzkim przebraniu; pewnego dnia ci ostatni zjawiają się w jego domu, aby porwać go do swojego świata, gdzie rówieśnicy chłopaka zmuszani są przez Człowieka w Czerni do burzenia mrocznej wieży ze snów Jake’a, wykorzystując w tym celu niepowtarzalną siłę dziecięcego umysłu – a że umysł Jake’a okazuje się szczególnie silny, być może to właśnie dzięki niemu uda się wreszcie zamienić budowlę w stertę gruzów… co oczywiście miałoby tragiczne skutki, również dla świata Jake’a, czyli naszego – i tu właśnie wchodzi do gry wyśniony przez chłopca Rewolwerowiec (Idris Elba), którego zadaniem będzie ochrona Jake’a przed Człowiekiem w Czerni (Matthew McConaughey) oraz jego wrednym teamem. I tyle.

Na długo przed premierą filmu ortodoksyjni wielbiciele książkowego cyklu Kinga strasznie pieklili się, że twórcy ekranizacji nie mają prawa obsadzać w roli Rewolwerowca czarnoskórego Idrisa Elby, bo „nie tak sobie tę postać wyobrażali”. Ciekawe co w takim razie powiedzą o całym filmie, który praktycznie w każdym detalu dramatycznie odbiega od wyobrażeń czytelników – i to bynajmniej nie dlatego, że jest to jakaś oszałamiająco śmiała wizja, ale dlatego, że postanowiono tu wszystko w jak największym stopniu uprościć, tak żeby widz nie znający książek nie poczuł się zagubiony i żeby można jak najwięcej zaoszczędzić na efektach specjalnych. Udało się – ale nie na taki film kingowska saga zasługiwała.

Można odnieść wrażenie, że główni aktorzy – Elba, McConaughey i nieopatrzony jeszcze na ekranach Taylor – robią co się da żeby tchnąć w swoje postaci trochę prawdy, ale jest to piekielnie trudne kiedy wszystko dookoła nich jest sztuczne i wyzute z emocji. Nie pomaga też nadmiar patosu w dialogach, który od czasu do czasu udaje się na szczęście wykorzystać w celach komediowych, jak np. w radosnej scenie kiedy Jake częstuje Rewolwerowca hot dogiem, a ten z przerażeniem patrzy na bułę z parówką i mówi: „Dzikusy. Z jakiej to rasy?” To zderzenie zasad i sposobu myślenia superpoważnego Rewolwerowca z realiami współczesnej Ameryki to bez wątpienia największa zaleta filmu Arcela (wykorzystuje się tu ten kontrast jeszcze kilkukrotnie: m.in. podczas wizyty w szpitalu, gdzie Rewolwerowiec wynagradza pielęgniarkę srebrną monetą i zadaje mnóstwo niestosownych pytań), ale obawiam się, że dla tych, którzy pokochali książkową „Mroczną wieżę” za epickość i bogactwo wizji będzie to marne pocieszenie.

Pełna recenzja TUTAJ

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *