Miłość aż po ślub | ★★½

milosc az po slubFrancuskie komedie romantyczne nieraz już okazywały się dobrą odtrutką na przesłodzone superhity tego gatunku produkowane w Hollywood: były śmielsze, śmieszniejsze i przede wszystkim – znacznie prawdziwsze niż ich wielokrotnie droższe odpowiedniki zza oceanu. Reem Kherici – śliczna francuska aktorka, która od niedawna para się też reżyserią (debiutowała cztery lata temu filmem „Paris à tout prix”) – chciała osiągnąć podobny efekt tworząc „Miłość aż po ślub” i… prawie się jej udało.

Kherici nie tylko wyreżyserowała „Miłość…”, ale też zagrała w niej najważniejszą rolę samotnej, zapracowanej kobiety, która musi stawić czoło najprawdziwszemu koszmarowi: zorganizować wesele znienawidzonej koleżance; a żeby było jeszcze ciekawiej: zakochuje się w jej narzeczonym i, nie mając jeszcze świadomości czyim jest on wybrankiem, zalicza z nim niezobowiązujący seks.

Trzeba przyznać, że pierwsza godzina filmu – kiedy obserwujemy łańcuch przezabawnych, inteligentnie rozplanowanych pomyłek – to znakomita zabawa, a aktorzy (poza Kherici oglądamy tu także Nicolasa Duvauchelle i Julię Platon jako parę przygotowującą się do ślubu, a w mniejszych rolach występują m.in. Sylvie Testud, François-Xavier Demaison i Chantal Lauby) świetnie odnajdują się w swoich rolach i nie przerysowują ich do tego stopnia, że przestajemy przejmować się ich losem, co jest dość częstym grzechem tego typu produkcji. Gorzej wypadają niestety sceny zmierzające do spuentowania tej zagmatwanej historii, bo tu już „Miłość…” zaczyna ocierać się o banał i nadmiernie ociekać słodyczą. Choć więc film Kherici ogląda się nieźle, to z najlepszymi amerykańskimi komediami romantycznymi – tymi z Julią Roberts albo Sandrą Bullock – równać się nie może. Za to przebija te z Jennifer Lopez – zawsze coś…

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *