Markus Grosskopf (Helloween) – wywiad

Markus Grosskopf, basowa podpora Helloween od zarania dziejów zespołu, z ogromnym entuzjazmem odpowiadał na pytania związane z nową płytą zespołu – „Gambling With The Devil”. I choć nie zapowiada się na to żeby to wydawnictwo uruchomiło równie potężną machinę koncertowo-wydawniczą jak stało się to po wydaniu „Keeper Of The Seven Keys – The Legacy”, to nie ma wątpliwości, że jeśli chodzi o jakość, „Gambling With The Devil” nie ustępuje poprzedniczce – a pod pewnymi względami nawet ją przewyższa. W pewnym sensie nowy album to powrót weselszego, bardziej wyluzowanego Helloween – jeszcze bardziej chwytliwego niż ostatnio, a do tego trzymającego się z dala od balladowania w stylu „Light The Universe” z „The Legacy”.

W intro zatytułowanym “Crack The Riddle” słyszymy głos Biffa Byforda z Saxon. Długo musieliście go namawiać żeby zgodził się wam pomóc?

Nie, to była ekspresowa sprawa. Znamy Biffa od lat, Andi się z nim kumpluje, ja również, a więc zgodził się od razu.

A nie zdziwił się kiedy okazało się, że nie prosicie go żeby zaśpiewał na albumie, ale o to żeby po prostu powiedział parę słów?

Cóż, trudno powiedzieć… (śmiech) Ale pewnie miał prawo się zdziwić. To tak jakby ktoś poprosił mnie o wzięcie gościnnego udziału w nagraniu płyty, a potem kazał mi mówić a nie grać… albo kazałby mi nastroić swój bas. (śmiech) W każdym razie uważam, że Biff wypada w tej introdukcji bardzo dobrze, jest więc przydatny nawet wtedy kiedy mówi a nie śpiewa.

Utwory „The Bells Of The 7 Hells”, „Falling To Pieces” i „I.M.E.” stanowią swego rodzaju trylogię. Mógłbyś wyjaśnić co je łączy?

Po prostu woleliśmy nagrać trzy odrębne utwory, które nawiązują do tytułu płyty niż po raz kolejny zamieszczać na płycie kilkunastominutowy kawałek. Wydaje mi się, że stałoby się to w końcu nudne gdybyśmy regularnie zamykali albo otwierali płytę jakimś epickim utworem w stylu „Halloween” czy „Keeper Of The Seven Keys”. Poza tym jest z nimi potem problem na koncertach – jak byśmy chcieli częściej nagrywać długie utwory i potem odtwarzać je na koncertach to wkrótce okazałoby się, że nasza setlista składa się zaledwie z kilku utworów. Ta trylogia to więc swego rodzaju kompromis. „The Bells Of The 7 Hells”, „Falling To Pieces” i „I.M.E.” łączą się jeśli chodzi o treść – bo wszystkie opowiadają o grze z diabłem – ale muzycznie są całkowicie niezależne od siebie, więc możemy wybrać, które z nich zagramy na danym koncercie.

Zdjęcie: (c) Noel Buckley

Pełny wywiad w Mystic Art #43:

ma63

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *