Mad Max: Na drodze gniewu (Mad Max: Fury Road) | ★★★★

mad max na drodze gniewu recenzjaPisząc o pierwotnej trylogii „Mad Maksa” z Melem Gibsonem w roli tytułowej, narzekałem na niedobór aut w ostatniej części cyklu. Reżyser George Miller chyba też odczuwał podobny niedosyt, bo w tegorocznej „czwórce” czyni z czterokołowych bohaterów postaci ważniejsze – i ciekawsze – niż ludzie.

Jak twierdzą twórcy nowej odsłony „Mad Maksa”, auta są w niej metaforą „władzy”. Trudno się więc dziwić, że w tym dzikim, zdegenerowanym świecie przyszłości są to też w zasadzie jedyne obiekty budzące podziw czy wręcz pożądanie. A że przy tym sprawiają wrażenie pojazdów-mutantów? Cóż, delikatne, lśniące nowością samochodziki, które dopiero co zeszły z linii produkcyjnej raczej by się długo w tej rzeczywistości nie utrzymały…

Największe wrażenie robi tu potężny 18-kołowy „War Rig”, czyli skrzyżowanie Chevroleta Fleetmastera, rocznik 1947 z… czeską Tatrą 815-7. Chevy został tu przecięty wzdłuż na pół i odpowiednio poszerzony, aby ładnie osiąść na pancernym podwoziu Tatry, dzięki czemu sprawia wrażenie pół-auta, pół-czołgu – jakimś cudem zachowując jednak niezwykłą, niemalże „zwierzęcą” grację. Choć może to ostatnie to akurat zasługa jego nadzwyczaj sprawnego kierowcy – imperator Furiosy granej przez Charlize Theron.

Pełny tekst w magazynie Driver #29:

driver29

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *