Książki zakazane – wstęp

Czy zetknięcie się z niektórymi interpretacjami Biblii, Talmudu i Koranu może nas zamienić w fanatyków religijnych gardzących innowiercami, pragnących wszczynać święte wojny i gotowych dopuszczać się krwawych aktów terroryzmu?

Czy „Mein Kampf” Adolfa Hitlera zaszczepi nam nienawiść do narodu żydowskiego, a z kolei „Chata wuja Toma” Harriet Beecher Stowe przekona nas, jak chcą niektórzy krytycy, że czarnoskórzy zostali w istocie stworzeni po to, aby usługiwać białym?

Czy „Lolita” Vladimira Nabokova popchnie nas ku pedofilii, „Uciekaj, Króliku” Johna Updike’a nauczy mężczyzn jak zdradzać żony, a z kolei „Dola i niedola sławnej Moll Flanders” Daniela Defoe da kobietom wskazówki jak wykorzystać swoje wdzięki, aby osiągnąć sukces w życiu?

I wreszcie – czy po lekturze „Nagiego lunchu” Williama S. Burroughsa zaczniemy słyszeć szatańskie podszepty, że powinniśmy zastrzelić życiową partnerkę, po przeczytaniu „Wściekłości” Stephena Kinga poczujemy nieodpartą ochotę dokonania masakry w którejś z pobliskich szkół, a po przełożeniu ostatniej strony „Cierpień młodego Wertera” Johanna Wolfganga von Goethego sami sobie będziemy chcieli palnąć w łeb?

Być może są jeszcze czytelnicy zadający sobie tego rodzaju pytania – a więc przekonani, że skoro jakieś dzieło literackie zostało zakazane to musi być ono w jakiś sposób niebezpieczne. Tak naprawdę jednak znacznie częściej zakazywano rozpowszechniania nie tych tytułów, które mogłyby – w opinii nadzwyczaj wrażliwych moralistów – zainspirować społeczeństwo do popełniania masowych samobójstw, ludobójstw czy gwałtów, ale raczej takich, które dałyby ludziom do myślenia i utrudniłyby władzom państwowym lub kościelnym sprawowanie nad nimi kontroli. Bo przecież nie zakazywano „Innego świata” Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, „Na Zachodzie bez zmian” Ericha Marii Remarque’a czy „Roku 1984” George’a Orwella dlatego, że ponure opisy przedstawionego w nich świata mogłyby przyprawić czytelników o depresję, a znów dzieł Galileusza, Michała Serveta czy Karola Darwina z tego powodu, że głosiły nieprawdę; przeciwnie: obawiano się właśnie, że wszystkie te utwory odkrywają przed czytelnikami zbyt wiele prawdy, a z różnych powodów była to prawda niewygodna dla zarządzających cenzurą władz.

Zakazane książki, których omówienia się tu podjąłem zostały umownie podzielone na cztery kategorie, w zależności od tego, jaki był główny powód ich cenzurowania, wycofywania z bibliotek czy palenia. Są to więc dzieła zakazywane ze względów politycznych (np. „Zniewolony umysł” Czesława Miłosza czy „Archipelag GUŁag” Aleksandra Sołżenicyna), społecznych („Buszujący w zbożu” J.D. Salingera, „Obcy w obcym kraju” Roberta A. Heinleina albo „Lot nad kukułczym gniazdem” Kena Keseya), obyczajowych („120 dni Sodomy czyli szkoła libertynizmu” markiza de Sade czy „Ulisses” Jamesa Joyce’a) i religijnych („Ostatnie kuszenie Chrystusa” Nikosa Kazantzakisa, „Szatańskie wersety” Salmana Rushdiego, ale także „Harry Potter i Kamień Filozoficzny” J.K. Rowling). Zaznaczam, że to podział umowny ponieważ wiele z przedstawionych tu kilkudziesięciu tytułów jest uznawanych za kontrowersyjne z więcej niż jednego tylko powodu. Przykładowo, „Zmory” i „Motory” Emila Zegadłowicza – tu zaliczone do książek zakazanych ze względów obyczajowych (obie rzeczywiście wywoływały swego czasu oburzenie opisami scen erotycznych) – w rzeczywistości uznawano także za nakłaniające do buntu przeciw władzy państwowej i krytykujące hipokryzję duchowieństwa. Z kolei zakazany ze względów społecznych „Nagi lunch” William S. Burroughsa szokował nie tylko relacjami z niebezpiecznych narkotycznych maratonów, ale także wzmiankami o perwersyjnych upodobaniach seksualnych bohaterów, a znów „Malowany ptak” Jerzego Kosińskiego, choć w Polsce zakazany z pobudek politycznych, bulwersował przecież przede wszystkim surowymi, przerażająco realistycznymi opisami seksu i przemocy.

Listy książek zakazanych traktuje się dziś zazwyczaj nie jako wskazówki czego nie należy czytać, ale odwrotnie – jako podpowiedź które tytuły potrafią wywołać u czytelników emocje. I słusznie, bo skoro przed laty jakieś dzieło było w stanie na tyle poruszyć władze, aby robiono sobie kłopot przeczesywania bibliotek w poszukiwaniu jego egzemplarzy, albo trzymania specjalnej straży by nie przekroczyły granicy kraju, to znaczy, że rzeczywiście miało ono sporą moc oddziaływania na czytelników. Książek, których takiej mocy nie posiadały siłą rzeczy zakazywać nie było trzeba – i tak mało kto po nie sięgał, a jak już sięgał to po lekturze od razu o nich zapominał. Poza tym, pomijając bardzo nieliczne wyjątki, omawiane tutaj tytuły to świetna literatura: odważna, innowacyjna, pozostawiająca w głowie niezwykłe obrazy i podpowiadająca, że czerpanie przyjemności z życia niekoniecznie polega na trzymaniu się najprostszych, dawno temu wytyczonych ścieżek.

Tekst jest fragmentem publikacji Bartłomieja Paszylka
„Książki zakazane” (PWN/Park Edukacja 2009)

slownik gatunkow i zjawisk filmowych small

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *