Korpiklaani – Noita | ★★★½

noitaZdaję sobie sprawę, że wielu metalowców ma zespół Korpiklaani za fińską wersję Golec uOrkiestry – bardziej rozwrzeszczaną, cuchnącą alkoholem i oblepioną ściółką leśną, ale równie biesiadną jak nasi spece od góralskich superprzebojów. Czy to jednak powód żeby od razu Finów nienawidzić? No dobra, może i tak – ale co poradzę, że każdy z dziesięciu nowych utworów dzielnej fińskiej paczki działa na mnie tak trzeźwiąco, że mam ochotę porzucić wszelkie obowiązki i na dobry tydzień zaszyć się w jakimś ponurym lesie, oddając się wyłącznie polowaniu na zające i skakaniu przez ognisko? Czy to chłopaki szybko i konkretnie przykładają mi z liścia takimi trzyminutowymi kawałkami jak „Viinamäen Mies”, „Pilli On Pajusta Tehty”, „Sahti” albo „Luontoni”, czy też troszkę bardziej kombinują i różnicują tempo grania, jak choćby w „Lempo”, „Minä Näin Vedessä Neidon” oraz finałowym, podchodzącym pod siedem minut „Sen Verran Minäkin Noita” – nie mam najmniejszego zamiaru się przed tym bronić. A że do zestawu dokładają jeszcze swoją wersję dawnego przeboju Tommy’ego Jamesa „Mony Mony” (tu zatytułowanego „Jouni Jouni”; kiedyś śpiewał to również Billy Idol, ale z mniejszą ikrą niż Finowie), to kupują mnie tym albumem jeszcze łatwiej. Pewnie, można nie akceptować tego rodzaju grania i wściekać się, że „to przecież żaden metal”, ale sądzę, że po uważnym wysłuchaniu „Noita” zarówno fani, jak i przeciwnicy Korpiklaani musieliby się zgodzić, że to jeden z najlepszych albumów tej ekipy: dziki jak trzeba, ale też odpowiednio melodyjny i zróżnicowany.

Pełna recenzja w Mystic Art #64:

ma64

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *