Killers – Murder One | ★★★★½

murder one c„Murder One” zaczyna się mocno i konkretnie: metalową kanonadą zwiastującą utwór „Impaler”; może i niezbyt zaskakujący, ale za to dowodzący, że Paul Di’Anno wciąż potrafi po maidenowsku pokrzyczeć, a do tego niosący niezłą gitarową solówkę. Jeszcze lepiej jest w utworze następnym: „The Beast Arises” to kawał świetnego heavy metalowego grania: z klimatem, jedynym w swoim rodzaju śpiewem Di’Anno i potężnym marszem wojennym w wykonaniu sekcji rytmicznej. Potem dostajemy cover utworu „Children of the Revolution” grupy T. Rex – odpowiednio dociążony, tak, aby nie wyróżniał się za bardzo z autorskiego repertuaru Killers, ale moim zdaniem zupełnie niepotrzebny i wprowadzający jednak na „Murder One” pewien stylistyczny chaos. Na szczęście zaraz po nim następuje kolejny mocny cios w postaci najdłuższego na płycie, ponad siedmiominutowego „S&M”, w którym Di’Anno śpiewa raz mocniej, a raz delikatniej, a perkusista Steve Hopgood tylko wyczekuje momentów, kiedy będzie mógł porządnie przetrzepać swoje i nasze bębenki. W „Takin’ No Prisoners” robi się natomiast bardzo rockowo, ale to kolejny bardzo udany utwór, oparty na wpadającym w ucho riffie. No a potem dochodzimy do głównej gwiazdy całego zestawienia, czyli muskularnej kompozycji „Marshall Lockjaw”, w której Di’Anno opowiada nam fantastyczną historię w stylu „Sędziego Dredda” i którą do dziś chętnie młóci na koncertach. Ale przecież cztery następne kawałki wcale jej nie ustępują: w gitarowych zagrywkach z „Protector” i „Awakening” chyba najsilniej słychać echa Iron Maiden, Dream Keeper to udana metalowa ballada, a finałowy „Remember Tomorrow” to oczywiście cover Maidenów – całkiem udany i nie próbujący na siłę stać się klonem oryginału.

Moja ocena: 4.5 Stars (4.5 / 5)

Pełna recenzja TUTAJ

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *