Kansas – Miracles Out of Nowhere | ★★★★

kansas miracles aCuda się zdarzają i do tego często, jak stoi w tytule tej płyty, pojawiają się ni stąd, ni zowąd. Takim cudem było spotkanie się ponad czterdzieści lat temu sześciu dziwnych, mało wyjściowych kolesi, którzy mieli wspólnie stworzyć jeden z najwspanialszych zespołów świata: Kansas. Album „Miracles Out of Nowhere” to muzyczne uzupełnienie filmu dokumentalnego pod tym samym tytułem, a jednocześnie celebracja tego najwcześniejszego, najbardziej klasycznego wcielenia grupy.

Zanim jednak sięgniecie po ten krążek, musicie wiedzieć, że jest to w zasadzie kolejny zbiór typu „the best of” w dorobku tego zasłużonego zespołu. Owszem, piosenki przeplatają się tu od czasu do czasu z wypowiedziami muzyków wyjętymi z filmu dokumentalnego, ale to jeszcze nie powód żeby po raz kolejny wydawać pieniądze na te same kawałki opatrzone krótkimi komentarzami. Tym bardziej, że to, co się znalazło na „Miracles Out of Nowhere”, to bez wyjątku żelazna kansasowa klasyka powybierana z pierwszych pięciu albumów zespołu (od „Kansas” z 1974 r. po „Point of Know Return” z 1977 r.), a więc coś, co prawdziwy fan posiada już przecież na wielu różnych dyskach, w różnych konfiguracjach i wykonaniach. Znawców grupy odesłałbym więc raczej do „Miracles Out of Nowhere” w wersji filmowej (sam jeszcze nie widziałem, ale cała Ameryka pieje z zachwytu), natomiast płytę audio zaproponowałbym tym, którzy dorobek Kansas znali dotąd pobieżnie, zdając się przede wszystkim na to, co od lat niezmiennie proponują stacje radiowe – czyli hiciarską balladę „Dust in the Wind” oraz żwawszy, pokomplikowany, ale również piekielnie chwytliwy „Carry On Wayward Son”. To oczywiście świetne kompozycje, ale cała reszta materiału z „Miracles Out of Nowhere” wcale im nie ustępuje.

Moja ocena: 4.0 Stars (4.0 / 5)

Pełna recenzja TUTAJ

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *