Jesienni zabójcy (November Criminals) | ★★½

jesienni zabojcyChoć okładka wydania DVD w połączeniu z tytułem filmu zdają się sugerować coś w rodzaju „Bonnie i Clyde” – albo „Urodzonych morderców” – w wydaniu młodzieżowym, dzieło Sachy Gervasiego jest w rzeczywistości pełnym wrażliwości dramatem obyczajowym o dwójce młodych ludzi żegnających się powoli ze starą, dobrą szkołą i bezpiecznym domem rodzinnym. Jeśli nie macie nic przeciwko takiemu obrotowi sprawy, a do tego cenicie sobie dobre aktorstwo, „Jesienni zabójcy” nie zrobią Wam krzywdy.

Choć z drugiej strony: nie wywrócą też Waszego świata na drugą stronę, jak czynią to najlepsze filmy tego typu. Bo choć Ansel Elgort („Baby Driver”) i Chloë Grace Moretz (wiadomo: „Kick Ass”; wspólnie z Elgortem występowała też w „Carrie”) rewelacyjnie odtwarzają parę młodziaków, którzy jeszcze nie wiedzą czy fajniejszy jest seks, bunt, czy szukanie własnego miejsca w świecie (brawo choćby za scenę nieporadnego „pierwszego razu”!), to nie znajdują oparcia w miałkiej fabule filmu – niby to odwołującej się do klasycznego kryminału (bohaterowie próbują rozwikłać tajemnicę zabójstwa kolegi ze szkoły), ale tak naprawdę nie oferującej żadnych szczególnie ekscytujących wrażeń i w zasadzie zmierzającej donikąd. Znacznie ciekawiej wypadają wątki „domowe” – tym bardziej, że ojca chłopaka gra David Strathairn, a matkę dziewczyny – Catherine Keener, oboje świetni jak zwykle.

Obejrzeć więc jak najbardziej można, ale jak na film twórcy powalającego dokumentu „Anvil! The Story of Anvil” „Jesienni zabójcy” są jednak czymś grubo poniżej oczekiwanego poziomu.

Dodatki na płycie DVD | ★★

Jedynym dodatkiem jest niedługi materiał o realizacji „Jesiennych zabójców”, ale… lepsze to niż nic. Zwłaszcza, że Chloë Grace Moretz rozprawia o filmie z autentyczną czułością, a reżyser Sacha Gervasi z przejęciem wychwala wszystkich głównych aktorów po kolei – zresztą jak najbardziej zasłużenie. Szkoda tylko, że pan scenarzysta, Steven Knight, nie mógł się trochę grubiej potłumaczyć z tego, co mu nie wyszło podczas adaptowania powieści Sama Munstona – bo wyjaśnienie, że „starał się przede wszystkim zachować charakter głównych postaci” wydaje się niestety dość słabe.

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *