Jak pies z kotem | ★★★★

jak pies z kotemJanusz Kondratiuk („Dziewczyny do wzięcia”, „Czy jest tu panna na wydaniu?”, „Klakier”) filmuje swoje pożegnanie ze starszym bratem Andrzejem Kondratiukiem („Hydrozagadka”, „Wniebowzięci”, „Wrzeciono czasu”), rozliczając się przy tym z najgłębszych lęków, kompleksów i wyrzutów sumienia. W efekcie otrzymujemy unikalną mieszankę lekkiej, improwizowanej komedii w charakterystycznym dla niego stylu oraz przenikliwego, ujmującego urodą zdjęć dramatu egzystencjalnego w stylu późniejszych filmów brata; krótko mówiąc: dostajemy coś, co ogląda się z niesamowitą przyjemnością, ale zapewnia nam też poczucie obcowania z dziełem ważnym i niezwykłym.

Pewna ręka reżysera, który wie co i jak chce pokazać to jedno, a z głową przeprowadzony casting – to drugie. I trzeba przyznać, że w przypadku „Jak pies z kotem” przeprowadzono go wzorcowo: wyluzowany, naturszczykowaty Robert Więckiewicz to idealny Janusz Kondratiuk, a metodyczny i nieco demoniczny Olgierd Łukaszewicz to idealny Andrzej, natomiast wspaniałe panie – Bożena Stachura jako dzielna żona pierwszego i Aleksandra Konieczna w roli Igi Cembrzyńskiej, czyli wiecznie roztrzepanej i myślącej o kolejnym drinku ukochanej drugiego – dają niesamowity popis na drugim planie. Niełatwo nakręcić komedię o żegnaniu się z życiem, w dodatku opartą na autentycznych wydarzeniach, ale Januszowi Kondratiukowi i jego ekipie udało się to w tym wypadku wybornie. W porządku, może nie wszystkie sceny wypadają w stu procentach przekonująco – zwłaszcza te bardziej egzotyczne i fantastyczne, jak zaczerpnięty z dzieciństwa braci Kondratiuków wstęp rozgrywający się na „polu arbuzów w Kazachstanie”, albo slapstickowy „atak niedźwiedzia” zrodzony w przegrzanym chorobą umyśle Andrzeja czy nawet sam „odlotowy” finał filmu, jednak ich niedoskonałość tak naprawdę znakomicie wpisuje się w tematykę filmu: bo przecież pokazywany tu schyłek życia artysty sam w sobie jest właśnie frustrująco niedoskonały; nic się tu już nie da zaplanować, upiększyć, wyreżyserować – pozostaje tylko cieszyć się tymi ostatnimi okruchami szaleństwa, które się jeszcze od czasu do czasu z tego piekielnego życia posypią.

Dodatki na płycie DVD | ★★½

Dodatki skromne, ale sensowne: z każdym z głównych twórców filmu (reżyserem, Więckiewiczem, Łukaszewiczem, Stachurą i Konieczną) przeprowadzono krótką rozmowę i posplatano te wywiady z odpowiednimi fragmentami filmu, tworząc całkiem zgrabny zbiór kilkuminutowych miniaturek, które i zachęcają do obejrzenia filmu, i rzucają jakieś tam nowe światło na proces jego powstawania (tak, Kondratiuk faktycznie kręcił w swoim własnym domu; tak, było to dla niego doświadczenie nieco surrealistyczne – i tak dalej). Oczywiście miło byłoby posłuchać bardziej dogłębnych i nie tak promocyjnie ugrzecznionych rozmów z ludźmi odpowiedzialnymi za stworzenie tak niezwykłego dzieła, ale póki co – cieszmy się tym, co jest.

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *