J. D. Overdrive – The Kindest of Deaths | ★★★½

kindest of deathsPocząwszy od instrumentalnego „Wreckage, Part I”, który stacza się na nas niczym bezzałogowy walec drogowy, reguły gry są tu mniej więcej jasne: albo damy się muzykom J.D. Overdrive zrównać z asfaltem, albo wynocha. Bo chociaż niektórym riffom gitarowym nie brak dawnej skoczności – patrz: przepiękny, muskularny „Crippled King” albo uroczo chimeryczny „Lesser Evil” – to przede wszystkim rządzi tu wszechobecny groove (spróbujcie nie poddać się magnetycznej sile takich numerów, jak „Wreckage, Part II”, „A Painful Reminder”, czy zwłaszcza tytułowego, 10-minutowego monstrum) i bezlitosna wokalna chłosta (posłuchajcie tylko opętańczych krzyków z finału „Lesser Evil”, a zrozumiecie o co chodzi!). Ale, co ważne, panowie z J.D. Overdrive nie zapominają też, aby od czasu do czasu wpuszczać w swoje przemroczne kompozycje odrobinę powietrza i światła – stąd też w nowym repertuarze takie zwiewne cudeńko, jak „Seeds and Stones”, a z kolei mój ulubiony punkt programu zatytułowany „Dull Knives and Dead Friends” rozpoczyna się od wolnego, klimatycznego wstępu. Bo łoić bez opamiętania przez całe 50 minut to sobie mogą dzikusy; w przypadku J.D., łojenie to wciąż nadzwyczaj dobrze przemyślana sztuka.

Moja ocena: 3.5 Stars (3.5 / 5)

Pełna recenzja TUTAJ

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *