Helloween – Straight Out of Hell | ★★★★

helloween straight out of hell cCzytam sobie wszystkie te recenzje „Straight Out of Hell”, które zdążyły się do tej pory pojawić i widzę, że różni ludzie mają ten album za „najszybszy”, „najostrzejszy”, „najmroczniejszy” albo znów „najbardziej melodyjny” czy po prostu „najlepszy” w karierze Helloween. No, nie wiem, ja byłbym ostrożniejszy z tymi wszystkimi „naj” – uwielbiam tę grupę i w zasadzie wszystko, co robią sprawia mi dużą radość (tak, nawet nietypowe greatest hits pt. „Unarmed”), ale na tle ich poprzednich krążków „Straight Out of Hell” prezentuje się po prostu uczciwie. Nie czuć tu zniżki formy, ale nie ma też rewolucji. Bywa naprawdę szybko, ale przecież bywało szybko niemalże na ich wszystkich albumach studyjnych. Mamy tu garść zabójczych metalowych przebojów (z mocarnym, singlowym „Nabataea” na czele), a także kilka dobrych, mniej typowych kawałków (jak Queenopodobny „Wanna Be God” czy wyluzowany „Asshole” z rzadkimi u Helloween wulgaryzmami), ale zdarzają się też numery zbyt zwyczajne żeby naprawdę zachwycić (np. melodyjna, ale do bólu przewidywalna kompozycja tytułowa) i jeden, którego słucha się naprawdę ciężko (wyjątkowo anemiczna ballada „Hold Me In Your Arms”). Ogólnie: mocny album tyle, że niezupełnie „najmocniejszy od czasów drugiego ‘Keepera’”, czy jak to tam niektórzy chcą.

Recenzja z Mystic Art #58:

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *