Gniew (Romans) | ★★½

gniew dvdOrlando Bloom od dawna nie jest już tym gładziutkim chłopcem o urodzie elfa, jakiego poznaliśmy we „Władcy pierścieni” Petera Jacksona. A w „Gniewie” braci Shammasian burzy swój dawny wizerunek jeszcze skuteczniej niż w kilku poprzednich filmach, z furią rzucając po półkach supermarketu zbyt głośnymi klientami, obnosząc się z pokiereszowaną fizjonomią i dokonując na sobie samogwałtu za pomocą wyrośniętego ogórka szklarniowego. Czy jednak jego śmiałe wysiłki owocują udanym filmem?

Odpowiedź brzmi: tylko do pewnego stopnia. Albo, żeby było trochę konkretniej: gdzieś tak do połowy seansu. Poznajemy tu Blooma jako wściekłego chłopinę zawodowo roznoszącego w proch stare kościoły, troskliwie opiekującego się schorowaną matką i nie potrafiącego utrzymać stałego związku (mimo, że za partnerkę ma śliczną, twardą, wyrozumiałą i nie pozbawioną poczucia humoru Janet Montgomery – ostatnią kobietę na świecie, z jaką chciałoby się zrywać). Chłopina ów skrywa oczywiście mroczny sekret – jak się można od samego początku domyślać, ściśle związany z wykonywanym przez niego zawodem i pozwalający zrozumieć dlaczego tak dziką energię wkłada w niszczenie Domów Bożych – a my krok po krok odkrywamy o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi.

We wczesnych sekwencjach filmu bracia Ludwig i Paul Shammasian zręcznie budują atmosferę tajemnicy i suspensu (świetna jest scena, w której bohater Blooma wchodzi do toalety w pubie i po raz pierwszy po wielu latach spotyka Mężczyznę, Którego Nigdy Więcej Wolałby Nie Spotkać) i nie narzucają się z nadętym pouczaniem widza. W pewnym momencie tracą jednak wyczucie i postanawiają rozwiązać nierozwiązywalny dramat w sposób zbyt jednoznaczny, definitywny i szokujący – tak, jak nigdy nie stałoby się w szarej rzeczywistości. Przestajemy wtedy wierzyć nie tylko w głównego bohatera, ale i w czyste intencje twórców tego do połowy całkiem dobrego filmu. Bo tak naprawdę nie wiadomo czy „Gniew” powstał po to żeby powiedzieć coś mądrego na niełatwy temat, czy raczej po to żeby zaimponować nam bezkompromisowością przekazu.

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *