Fala (Bølgen) | ★★★½

fala recenzjaChoć z góry chciałoby się założyć, że kino katastroficzne rodem z Norwegii musi posiadać jakiś poważniejszy, egzystencjalny wydźwięk niż podobne dzieła tworzone w Hollywood – zwłaszcza jeśli, jak w tym wypadku, wyróżnia się je nominacją do Oscara – „Fala” to w rzeczywistości film mocno „amerykański”, przywodzący na myśl choćby tegoroczny superhit „San Andreas”. Co prawda w wersji norweskiej swoją rodzinę próbuje uratować przed morderczym żywiołem nie żaden tam twardziel w typie Dwayne’a „The Rocka” Johnsona, tylko wymizerowany chłopina, który nie potrafi posługiwać się nawet kluczem francuskim, ale podobieństw fabularnych jest naprawdę sporo (i tu, i tu zaczyna się od dramatu w górskiej szczelinie, a kończy uderzeniem tsunami), a sam finał jest niemalże bliźniaczy, zupełnie jakby scenarzyści obu filmów pracowali nad końcowymi scenami przy jednej butelce wódki, a potem próbowali się nawzajem przebić pod względem niemiłosiernego przeciągania podwodnego suspensu. Ostatecznie jednak Norwegowie górą – bo choć nie ma tu nawet jednej trzeciej efektów specjalnych, jakimi po brzegi wypchano „San Andreas”, to całość wypada zdecydowanie bardziej realistycznie, czarując przy tym niepowtarzalnym urokiem skrytych przed światem norweskich zakątków.

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *