Beck Weathers, Stephen G. Michaud – Everest. Na pewną śmierć | ★★★½

everest na pewna smiercZanim wybierzecie się na „Everest” do kina, warto przeczytać wspomnienia jednego z bohaterów przedstawianych w filmie wydarzeń – tego, który podczas wyprawy na Górę Gór „zginął, aby przeżyć”.

„Aby napisać taką książkę, musiałem się pogodzić z tym, że nie obejdzie się bez sportretowania własnej, głęboko poranionej duszy i że będzie to wymagać brutalnej szczerości, która w najlepszym wypadku pokaże mnie w niekorzystnym świetle i odsłoni te części mojego życia, z których nie jestem szczególnie dumny” – zwierza się na samym początku Weathers. I choć zaczyna książkę od tego, co nas interesuje najbardziej – czyli szczegółowego przedstawienia własnej wersji wydarzeń z 10 maja 1996 r., kiedy to spora grupa osób zapłaciła życiem za próbę zdobycia najwyższego szczytu świata – to w dalszych rozdziałach w znacznej mierze skupia się na znacznie bardziej przyziemnych rzeczach, m.in. na własnych słabościach, które ostatecznie obudziły w nim prawdziwą obsesję na punkcie wspinaczki wysokogórskiej, a także na pogorszających się relacjach z żoną i dziećmi, których coraz częściej i na coraz dłużej opuszczał, aby odmrozić sobie kolejną część ciała na kolejnym szczycie. A wszystko to prowadzi do całkiem zgrabnej puenty, w której Weathers uzasadnia dlaczego uznaje swój górski dramat za błogosławieństwo czy może wręcz najprawdziwszy cud (w końcu, jak sam twierdzi, w pewnym momencie podczas śnieżycy na Evereście faktycznie umarł, a potem z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu – powrócił z martwych).

Pełna recenzja TUTAJ

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *