Dom zbrodni (Crooked House) | ★★½

dom zbrodniAgaty Christie ulubiona powieść własna nareszcie doczekała się filmowej adaptacji. I to nie byle jakiej – bo stoi za nią i twórca uwielbianego serialu „Downton Abbey”, Julian Fellowes, i znakomita obsada aktorska, z Glenn Close, Terence’em Stampem, Gillian Anderson, Christiną Hendricks i Julianem Sandsem na czele. A jednak dominującym uczuciem po seansie „Domu zbrodni” jest rozczarowanie.

No bo tak: niby jest to „jedna z najbardziej zagmatwanych fabuł, jakie wymyśliła Agatha Christie”, a jednak rozwiązanie zagadki morderstwa pewnego majętnego staruszka otoczonego wielką, niecierpiącą się wzajemnie rodziną, jakoś nie bardzo chce imponować – a już na pewno nie imponuje aż tak, jak rozwiązania najsłynniejszych zagadek z udziałem Miss Marple i Herkulesa Poirot; niby jest troszkę podobnie jak w „Downton Abbey”, ale jednak bohaterowie mniej ciekawi, a śliczna architektura i oszałamiające okoliczności przyrody nie zostały tu wykorzystane w tym samym stopniu, co w słynnym serialu; niby jest tu więcej akcji niż w przeciętnych kryminałach Christie, ale zabrakło reżysera, który umiałby pobudzić ich obecnością przepływ adrenaliny – no niestety, z Gillesa Paquet-Brennera jednak żaden Hitchcock.

A aktorzy? Świetnie wypada stara gwardia: Glenn Close jako twarda, ostrzeliwująca krecie kopce babcia i Terence Stamp jako stateczny inspektor Scotland Yardu; dobrze bawią się też w swoich rolach Julian Sands i Gillian Anderson, grający wysoce niedobrane, chylące się ku upadkowi małżeństwo. Rozczarowuje natomiast przede wszystkim Max Irons (syn Jeremy’ego Ironsa i Sinéad Cusack) – zbyt mdły i mało tajemniczy jak na pierwszoplanową postać detektywa, który walczy ze skomplikowaną sprawą, próbując jednocześnie wykroić sobie na boku gorący romans z dawną znajomą (gra ją przeurocza – i znacznie bardziej charyzmatyczna niż Irons – Stefanie Martini). Nieszczególnie wypada także boska Christina Hendricks, bo jako główna podejrzana – wdowa po zmarłym, więc wiadomo – ani nie ma nic ciekawego do zagrania, ani też nie ma tym razem szczęścia do garderoby, która oddawałaby sprawiedliwość jej szałowej figurze.

Choć więc nie można mówić o jakiejś dramatycznej porażce, to jak na film tak wyczekiwany – w końcu to pierwsza ekranizacja ukochanej powieści Christie, do tego zaplanowana przez Fellowesa już wiele lat wcześniej, jeszcze z zupełnie inną ekipą – „Dom zbrodni” najzwyczajniej w świecie nie zabija.

Dodatki na płycie DVD | ★★½

Dodatki zamieszczone na płycie DVD są skromne, ale sympatyczne i zrealizowane z klasą. „Bohaterowie ‚Domu zbrodni'”, „Projektowanie ‚Domu zbrodni'” i „Agatha Christie: Nieprzemijający urok” to w sumie zaledwie kilkanaście minut materiału przedstawiającego zaplecze powstawania filmu, ale zobaczymy tu m.in. wnuka Agaty Christie potwierdzającego, że jego babka szczególnie ukochała sobie adaptowaną powieść, Glenn Close z rumieńcem na twarzy opowiadającą o „pięknych błękitnych oczach Terence’a Stampa” i Christinę Hendricks przyznającą z rozbrajającym uśmiechem, że nigdy w życiu nie czytała nic autorstwa Christie… Poza tym, miło widzieć jak twórcy z nieukrywanym entuzjazmem wypowiadają się o swoim dziele – nawet jeśli ostatecznie nie wszystko im się udało.

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *