Dead Awake | ★★

dead awake„Dead Awake” to kolejna – po niedawnym kinowym horrorze „Slumber” – opowieść o paraliżu sennym prowadzącym do przerażających śmierci. W porównaniu z konkurentem, dzieło Phillipa Guzmana jest horrorem bardziej oldschoolowym – zastanawiam się jednak czy akurat w tym przypadku należy to uznać za komplement…

Kto wie, być może wielbiciele gatunku, którzy nie przepadają za niespodziankami i nie mają nic przeciwko jechaniu horrorowym schematem polubią „Dead Awake” bardziej niż „Slumber”, w którym pojawiały się jednak momenty szaleństwa (kto pamięta dziwacznego Eksperta Od Paraliżu Sennego, ten wie o czym mówię). Tu mamy historię złożoną z bardzo podobnych elementów – główną bohaterką też jest kobieta, która walczy z osobistą traumą (w tej roli naprawdę niezła Jocelin Donahue) i jednocześnie próbuje zgłębić tajemnice paraliżu sennego, aby przerwać wydłużający się łańcuch śmierci łóżkowych, ostatecznie także konsultując się z pewnym kontrowersyjnym Ekspertem (A.J. Gutierrez) – ale wszystko jest w tym wypadku bardziej uładzone, a styl straszenia filmu wywodzi się w prostej linii od niegdyś tak popularnych japońskich horrorów (choć można też wypatrzyć pewne ukłony w stronę „Egzorcysty”, stanowiącego wyraźną inspirację dla specjalisty od make-upu).

I może nie byłoby w tym nic złego, gdyby jeszcze reżyserowi udało się wydobyć z tych gatunkowych klisz coś własnego – albo chociaż naprawdę porządnie nas nastraszyć. Ani jedno, ani drugie nie ma jednak miejsca i choć da się „Dead Awake” obejrzeć do końca bez przysypiania (no błagam!), to wielkiej satysfakcji nie przynosi. A obecność Jocelin Donahue, która na początku kariery zabłysnęła jako babysitterka w brawurowym „Domu diabła” Ti Westa, tylko przypomina, że niezupełnie tak powinien wyglądać hołd dla filmów grozy sprzed lat.

Dodatki na płycie DVD | ★★

Dodatki są tak skromne, że nawet nie wymieniono ich na okładce wydania DVD: zwiastun kinowy, galeria zdjęć i niespełna minutowy montaż przybliżający postać potwora zaduszającego we śnie bohaterów filmu. Jednak kto lubi wgryzać się w szczegóły pracy makijażysty, ten będzie zadowolony – bo w samym filmie monstrum zwykle skrywa się w cieniach i nie sposób odpowiednio docenić jego pizzowatej cery czy szpetnie zapuszczonych paznokci, a tutaj można się tym wszystkim rozkoszować do woli.

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *