Crimson Peak. Wzgórze Krwi (Crimson Peak) | ★★

crimson peak recenzjaW „Crimson Peak. Wzgórzu Krwi” śledzimy fabułę starą jak sam horror: młoda, niewinna kobieta (Mia Wasikowska) daje się uwieść tajemniczemu nieznajomemu (Tom Hiddleston), a kiedy go poślubia i trafia do jego ogromnej, mrocznej posiadłości, zaczyna zdawać sobie sprawę, że prawdopodobnie popełniła największy błąd życia – nie dość, że praktycznie nic o swoim małżonku nie wie, to do tego zamieszkująca wspólnie z nim siostra (Jessica Chastain) zaczyna wykazywać niezdrową zazdrość o brata. No i jest jeszcze pewna okropna tajemnica z przeszłości rodzeństwa, którą nasza biedna bohaterka ostatecznie pozna – tyle, że będzie już wtedy uwięziona w zasypanym śniegiem domostwie na odludziu.

Del Toro nie stawia na jakieś innowacyjne pomysły czy szokujące zwroty akcji, ale chce nam po raz kolejny opowiedzieć coś, co znamy, licząc, że po prostu zrobi to lepiej niż inni. Tylko czy zaludnienie ekranu brzydkimi, cyfrowymi duchami to na pewno najlepszy sposób, aby usatysfakcjonować wielbicieli klasycznego kina grozy? Owszem, niektóre kadry wyglądają przepięknie – ale kiedy należy budować napięcie, albo zmrozić nam krew w żyłach nadejściem jakiejś zjawy, nowoczesne efekty stosowane przez del Toro zupełnie nie dają rady. A przecież można było mieć nadzieję, że reżyser nauczył się czegoś jako producent współczesnej przeróbki swojego ukochanego horroru z dzieciństwa „Nie bój się ciemności” sprzed pięciu lat; wówczas za cyfrowe psucie atmosfery grozy winiono niedoświadczonego reżysera Troya Nixeya – być może niesłusznie bo w „Crimson Peak” sam del Toro psuje ją w podobny sposób, tylko jeszcze dotkliwiej, a do tego nie udaje mu się ograć posępności wielkiego domostwa równie dobrze, jak w swoim remake’u zrobił to Nixey.

Pełna recenzja TUTAJ

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *