Civil War – Gods and Generals | ★★★★

civil war gods and generalsZ jakichś powodów nie wszyscy fani Sabaton przekonali się jeszcze do twórczości Civil War – mimo, że drugi z tych zespołów powstał z niedawnego rozłamu w obozie ich ukochanej formacji (większość składu Sabaton z okresu „Coat of Arms” połączyła siły z nowym wokalistą i przemianowała się właśnie na Civil War) i hołduje niemal identycznemu stylowi gry (mocny, ale melodyjny z tekstami o tematyce militarnej). Teraz mają kolejną szansę żeby to naprawić, bo grupa wydała właśnie drugi krążek zatytułowany „Gods and Generals” – i jest to materiał nieustępujący ani ich debiutanckiemu albumowi sprzed dwóch lat, ani ostatnim dokonaniom Sabaton.

Jedno jest jasne od samego początku tej płyty: muzycy Civil War nie zatracili talentu do wymyślania chwytliwych melodii. Co chwilę z zapałem wygrywa je klawiszowiec Daniel Myhr, nie zapominają też o nich gitarzyści, Rikard Sundén i Petrus Granar, a już absolutne mistrzostwo w ich wyłapywaniu osiąga nieoceniony wokalista Nils Patrik Johansson (znany również z Astral Doors) – niezależnie czy śpiewa w charakterystycznie dla siebie kąśliwy sposób, jak w otwierających płytę „War of the World” i „Bay of Pigs”, czy raczej zapuszcza się w bardziej coverdale’owskie rejony, jak w spokojniejszych momentach wielobarwnej, ładnie budującej napięcie kompozycji „Schindler’s Ark” albo na samym początku finałowego „Gods and Generals”. Spore pole do popisu daje też wokaliście utwór „Tears from the North”, zaczynający się niczym rockowa ballada, a z biegiem czasu nabierający coraz potężniejszej mocy. Jeśli natomiast miałbym wskazać numer, który od pierwszych przesłuchań najczęściej telepie mi się po głowie, to byłby to „USS Monitor” z zabójczo wprost chwytliwym refrenem („Hold your fire! Save your life! Armored in steel – the USS Monitor!”).

Album „Gods and Generals” to jednak nie tylko zbiór atrakcyjnych melodii w metalowym sztafażu, ale także prawdziwa uczta dla wielbicieli opowieści historyczno-wojennych – bo każdy z zamieszczonych tu utworów (dziesięciu w wydaniu standardowym i dwunastu – w limitowanym) przywołuje jakieś ciekawe wydarzenie lub postać, zawsze budując przy tym odpowiednią, kojarzącą się z tematem atmosferę, dzięki czemu słuchając krążka przenosimy się a to do Szkocji z przełomu XIII i XIV w. („Braveheart”), a to znów na Kubę w okresie konfliktu w Zatoce Świń („Bay of Pigs”), czy też na wyspę Iwo Jima pogrążoną w walkach ostatniego etapu II wojny światowej („Back to Iwo Jima”).

Jeśli więc jesteś uzależniony od twórczości Sabaton i nie możesz się doczekać kolejnych albumów tej grupy, pamiętaj, że w przerwie pomiędzy nimi ukazują się krążki Civil War; i ostrzegam: ich kawałki są równie uzależniające jak wojenne pieśni Sabaton!

Pełna recenzja TUTAJ

 

 

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *