Borg/McEnroe | ★★★★

borg mcenroeZapowiadany jako „najprawdziwszy sportowy thriller”, „Borg/McEnroe” faktycznie dorasta do tego zaszczytnego miana. A co równie ważne, nie przekłamuje zanadto prawdziwych wydarzeń z kortu tenisowego w roku 1980 i odnajduje potężne pokłady suspensu w wydarzeniach, które oddany fan tenisa zna przecież na pamięć.

Kto jednak aż tak w historii tenisa nie siedzi, też powinien się na seansie „Borga/McEnroe” świetnie bawić – bo historia opowiadana przez reżysera Janusa Metza gwarantuje nie tylko czysto sportowe emocje, ale też nie mniej emocjonującą prawdę o ścieraniu się dwóch niesamowitych osobowości, pokonywaniu własnych słabości i – kto wie czy nie przede wszystkim? – o gigantycznej sile przyjaźni.

Szwedzki mistrz rakiety tenisowej Björn Borg (rewelacyjny, wyciszony Sverrir Gudnason) ściera się tu w finale Wimbledonu z młodym Amerykaninem Johnem McEnroe (miotający mięsem, rakietą i plwociną Shia LaBeouf). Borg walczy o rekordowe, piąte z rzędu zwycięstwo w słynnym turnieju, a McEnroe chce rozpocząć własną serię tryumfów, przy okazji udowadniając całej Europie, że jest kimś więcej niż tylko barwnym jankeskim nerwusem, z którego można się zdrowo pośmiać.

Metz – do tej pory głównie spec od filmów dokumentalnych – dba o przekazanie atmosfery najważniejszego meczu tenisowego na świecie, obaj główni aktorzy dają z siebie absolutnie wszystko, a finałowe minuty ich historycznego starcia to filmowy majstersztyk najwyższej próby!

A więc – jeden z najlepszych filmów sportowych ostatnich lat? Zdecydowanie tak! „Borg/McEnroe” to dzieło z jednej strony świetnie przemyślane, poukładane i opanowane – zupełnie jak sam Borg – a z drugiej – nerwowe i kipiące od emocji jak McEnroe. Warto dać się mu porwać, cofnąć się w czasie o te blisko 40 lat i stanąć wraz z tytułowymi bohaterami na rozgrzanym korcie Wimbledonu. Będzie się działo!

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *