Bleed the Sky – Paradigm in Entropy | ★★★

bleed the sky aWznowienie wysokooktanowego debiutu Bleed the Sky powinno ucieszyć wyznawców nowoczesnego metalu – choć świata równikiem do góry nie przewraca.

Powiem szczerze: łączenie wściekłego darcia twarzy z ugrzecznionymi chłopięcymi zaśpiewami jakoś nie do końca mnie przekonuje, tak jak nie do końca przekonywałoby mnie połączenie pornosa z komedią romantyczną. A właśnie takim czymś Bleed the Sky wita słuchacza w rozpoczynającym krążek utworze „Minion”. Nie mogę więc mówić, że jestem fanem grupy od pierwszych dźwięków, jakie dane mi było usłyszeć, ale trzeba też przyznać, że zespół gra we wspomnianym „Minion” na tyle dziarsko, że nie zniechęciło mnie to do płyty – i twardo słuchałem dalej, w miarę upływu czasu coraz bardziej się do twórczości chłopaków przekonując.

Najlepiej wypadają tu te utwory, w których wokalista nie wystrzeliwuje się już na samym początku z całego jadu tylko trochę go nam dawkuje, a instrumentaliści biorą od czasu do czasu na wstrzymanie i grają kontrastami, a nie wyłącznie pełnym wkurwem. Takie są właśnie pojawiające się w środku stawki numery „Leverage” i „The Martyr”, w których wreszcie pojawia się ten mroczny klimat, jaki od wzięcia płyty do rąk obiecywała okładka, a łagodniejsze zaśpiewy pasują tu lepiej niż do gwałtownych kawałków w rodzaju wspomnianego „Minion”, czy „Killtank” albo „Skin Un Skin”. Świetnie wypada również krótki, prawie-instrumentalny „Gated” (trwa tylko trzy minuty, a wokalista nie ma w nim do roboty nic poza niezrozumiałym pomrukiwaniem), a tytułowy „Paradigm in Entropy” przynajmniej nie bawi się w jakieś grzeczne melodyjki tylko konsekwentnie obryzguje nas wokalnym rzygiem – to ja już naprawdę wolę tak, konkretnie, konsekwentnie, po męsku.

Nie ma co oczekiwać po tej płycie instrumentalnych fajerwerków, poetyckich tekstów czy przeczesywania lądów nieznanych dotąd na muzycznych mapach, ale jako stosowany doraźnie strzał adrenaliny sprawdza się całkiem-całkiem.

Wznowienie „Paradigm in Entropy”, które ukaże się na dniach dzięki firmie Metal Mind Productions nie zostało wzbogacone o żadne bonusy, ale trzeba przyznać, że prezentuje się atrakcyjnie (numerowany digipack, pełna książeczka z tekstami, złoty krążek) i powinno skusić każdego fana tego rodzaju grania, który z jakichś powodów przegapił ten album dziesięć lat temu.

Moja ocena: 3 Stars (3 / 5)

Pełna recenzja TUTAJ

 

 

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *