Armia – Toń | ★★★½

armia ton recenzjaTomasz Budzyński brutalnie testował ostatnimi czasy cierpliwość fanów Armii: a to całkowicie zmieniał skład grupy, a to zaskakiwał eksperymentalnymi odjazdami (jak na poprzednim albumie formacji pt. „Freak” z 2009 r.), czy koncentrował się na wielu innych, nieszczególnie „armijnych” projektach (płyty solowe czy ostatnio ambitny „Rimbaud”). Oto nadszedł jednak ten wyczekiwany moment kiedy możemy zanurzyć się w dziesięciu nowych kompozycjach stworzonych pod szyldem Armii – i na szczęście znów brzmiących jak Armia.

Dodam: jak Armia spomiędzy „Triodante” i „Der Prozess”, a więc w tym swoim najmroczniejszym i najbardziej metalowym wydaniu. Co prawda w składzie nie ma już ani Michała Grymuzy, ani Popcorna – zastąpił ich gitarzysta Trupiej Czaszki, Rafał Giec – ale na brak ładnych, siarczystych riffów i tym razem narzekać nie można (szczególnie miło smagają człowieka w „Duszo wróć”, „Ukamienowaniu” czy „Cudzym grzechu”). Podobnie ma się sprawa z tak charakterystyczną dla brzmienia Armii waltornią: nie obsługuje jej już legendarny Banan, tylko muzyk Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Świętokrzyskiej – Jakub Bartoszewski, ale w żadnym wypadku nie można powiedzieć, że instrument ten nie odgrywa dziś tej roli, co dawniej; żeby się o tym przekonać wystarczy wczuć się w apokaliptyczny klimat, jaki z wydatną pomocą waltorni udaje się wykreować w „Urkoloseum” albo „Pustym oknie”. Od rozpoczynającego album „Cudu” aż po nastrojową finałową kompozycję „Tam, gdzie kończy się kraj” mamy więc do czynienia ze starą, dobrą, „niesfreakowaną” Armią – nawet jeśli od strony tekstowej obywa się tym razem bez jakichś większych rewelacji, a wręcz można odnieść wrażenie, że mamy tu głównie do czynienia z echami dawnych opowieści Budzyńskiego.

Pełna recenzja TUTAJ

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *